Dar ojcostwa

dzień ojca
Niełatwo jest być ojcem. To trudna sztuka, która nie zawsze udaje się każdemu z nas. Na pewno aby podjąć trud ojcostwa potrzebna jest wytrwałość i dojrzałość. Bycie tatą wymaga poświęcenia swojego wolnego czasu i uwagi na zabawę z dziećmi, wspólną z nimi grę w piłkę, czytanie książek, wycieczki piesze i rowerowe itp. Ojciec to także nauczyciel życia i wzór do naśladowania, a taka rola zobowiązuje…

Nic więc dziwnego, że z czasem pojawił się pomysł ustanowienia święta, które byłoby wyrazem szacunku dla ojców. Dzień Ojca nie ma tak długiej i bogatej tradycji jak Dzień Matki. Po raz pierwszy obchodzony był 105 lat temu. Jedna z mieszkanek pewnego amerykańskiego miasteczka postanowiła uhonorować swojego tatę, który po śmierci żony podjął samotnie trud wychowania sześciorga swoich dzieci. W jej zamyśle święto to miało na celu oddanie czci również wszystkim ojcom, którzy podjęli trud wychowawczy. Udało jej się przekonać mieszkańców Spokane do swojego pomysłu. 19 czerwca 1910 roku po raz pierwszy odbyły się uroczystości święta ku czci ojców. Początkowo święto to miało lokalny charakter, ale szybko zaczęło zyskiwać na popularności. Już w 1916 roku z uznaniem wypowiadał się o nim m.in. prezydent Woodrow Wilson. W 1924 roku Dzień Ojca za sprawą prezydenta Johna Calvina Coolidge’a Jr. został wpisany do kalendarza świąt amerykańskich. Po 42 latach kolejny prezydent USA, Lyndon Johnson, podpisał proklamację w sprawie daty obchodzenia tego święta, na mocy której miało się ono stać oficjalnym świętem państwowym obchodzonym w trzecią niedzielę czerwca. Kongres jednak nie potwierdził tej proklamacji. Dopiero w 1972 roku prezydent Nixon oficjalnie zatwierdził Dzień Ojca.

Zostawmy na chwilę kolebkę, w której zrodziło się święto ku czci wszystkich ojców i przenieśmy się do naszej ojczyzny. W Polsce po raz pierwszy Dzień Ojca uczczono 23 czerwca 1965 roku. Kiedy więc powinniśmy tak naprawdę składać życzenia ojcom? Na świecie panuje spora dowolność w określeniu daty tego święta. Poza Polską 23 czerwca obchodzi się dzień ojca w Nikaragui. We Włoszech i Hiszpanii święto to obchodzone jest w dzień Świętego Józefa – 18 marca. Zaś w Niemczech Dzień Ojca przekształcił się w Dzień Mężczyzny i świętowany jest w dniu uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego. W krajach skandynawskich ojcowie otrzymują życzenia w drugą niedzielę listopada, a w Danii 5 czerwca. Pomimo tego galimatiasu z terminem obchodzenia święta wszystkich ojców, należy pamiętać, że najważniejsza jest szczera intencja uhonorowania taty. Nieważne, kiedy podziękujemy ojcu za jego miłość i troskę, ważne, że to uczynimy. Zwykle ojcowie otrzymują w tym dniu drobne upominki w postaci laurek, wierszy i mniej lub bardziej praktycznych drobiazgów. Zazwyczaj mężczyźni lubią majsterkować, a śrubokrętów, scyzoryków uniwersalnych czy miarek nigdy za wiele. A i skarpetami czy krawatem niejeden facet nie pogardzi. Katalog upominków jest długi i zależy od inwencji dzieci.

Również my składamy wszystkim ojcom najserdeczniejsze życzenia, abyście w pięknym darze ojcostwa odnajdywali radość życia.

W drodze do świętości – św. Barnaba

St-barnabé-veronese-rouen
O ileż to kamieni poraniliśmy nasze stopy, ileż razy palec rozbiliśmy o wystające z ziemi korzenie? Trudne i wyboiste są nasze drogi życiowe, a w dodatku musimy wybrać, którą ścieżką pójść. Przed takim dylematem stanął Józef, Żyd mieszkający na Cyprze. Znamy go pod imieniem Barnaba. Dobrze się mu powodziło i pewnie dożyłby starości we względnym dostatku. Ale czy w życiu liczy się wegetacja, bylejakość, życie dla życia, bo tak wypada?… Barnabie to nie wystarczało. Gdy poznał naukę Chrystusa, postanowił poświęcić się temu, co jest najważniejsze, co daje mu szczęście. Sprzedał pole, a uzyskane w ten sposób pieniądze przekazał Apostołom. Zmienił wszystko, radykalnie odciął się od dawnego życia i w ten sposób wkroczył w Dzieje Apostolskie.

Ścieżka, którą kroczył Barnaba, zbiegła się z życiową drogą innego radykalnie nawróconego człowieka, św. Pawła. Barnaba jako jedyny zaufał Pawłowi. A o zaufanie nie było łatwo. Przed nawróceniem Paweł (wówczas Szaweł z Tarsu) budził w chrześcijanach strach. Pałał do nich czystą nienawiścią, tropił ich niczym pies gończy, który zwietrzy posokę. To on był obecny przy ukamienowaniu św. Szczepana, to on zmierzał do Damaszku w celu wyłapania tamtejszych chrześcijan. W tej drodze doznał wizji, która wszystko zmieniła. Otworzyły się mu oczy i ujrzał drogę, którą powinien kroczyć. Wielkim aktem odwagi św. Barnaby było uwierzenie zapewnieniom Pawła i wprowadzenie go, niedawnego wroga chrześcijan, do wspólnoty Kościoła.

Razem dokonali wielkiego dzieła. Ewangelizowali pogan. Wielu z nich dzięki Barnabie i Pawłowi wkroczyło na właściwe ścieżki. W pierwszą misję ewangelizacyjną udali się oni na Cypr i do Azji Mniejszej. W podróż zabrali Jana zwanego Markiem (przyszłego Marka Ewangelistę).

Barnaba po raz wtóry powrócił na Cypr. Była to ostatnia jego podróż, w dodatku usłana kamieniami. Tu w 61 roku poniósł śmierć męczeńską poprzez ukamienowanie. I można byłoby w tym miejscu postawić kropkę, jak zwykle się to robi, gdy życie dobiega kresu. Bo cóż można napisać, gdy człek doszedł do kresu swej drogi? A koniec Barnaby z pewnością był bolesny. Czy przyciśnięty stertą kamieni, zastanawiał się nad swoim wyborem? Czy liczył w myślach pieniądze, które uzyskał ze sprzedaży pola, a które przekazał Apostołom? Czy rozpamiętywał każdy siniak i ranę na jego ciele, które pojawiały się od uderzenia kamieniami? Sądzę, że nie! Jego wiara była niezłomna, wszak nie ugiął się przed oprawcami. Wiedział, że wybrał dobrze, wszak kroczył w kierunku, który sam wybrał.

Król, królowa i dwa nagie miecze

Jadwiga_by_Bacciarelli

Wiele bajek opowiada o księżniczkach zamkniętych w wysokiej wieży, czekających z utęsknieniem na rycerza, który wybawiłby je z opresji. Historie te kończą się zazwyczaj tak samo: po oswobodzeniu pięknej białogłowy rycerz i księżniczka żyją długo i szczęśliwie. Jakże sielskie wydaje się życie księżniczek… Czekają czas jakiś w zamknięciu, jak gdyby dorastały do poznania miłości swojego życia, pięknego księcia, który rumaka ma rączego, zbroję błyszczącą, a pewnie i miecz sporawej długości. A na pewno biegle włada swoim potężnym orężem. Ale to tylko bajki. Prawda nie wyglądała tak cukierkowo. Weźmy za przykład jedną z najwybitniejszych naszych monarchiń, królową Polski, Jadwigę.

Niewiele wiemy o najwcześniejszych latach jej dzieciństwa. Urodziła się prawdopodobnie w 1374 roku, choć niektóre źródła podają rok 1373. Była córką króla Węgier i Polski Ludwika Andegaweńskiego. Już w 1378 roku Jadwigę zaręczono z ośmioletnim wówczas Wilhelmem Habsburgiem. Wydarzeniu temu towarzyszyła uroczysta ceremonia. Taka praktyka może się wydawać dla nas co najmniej dziwna, ale w średniowiecznej Europie była często stosowana. Szczególnie w przypadku aranżowanych ślubów rodzin królewskich tak wczesne zaręczyny stanowiły normę. Zgodnie z przyjętą tradycją narzeczeni mieli zawrzeć ślub i skonsumować swój związek po uzyskaniu wieku dojrzałości, co w średniowiecznych standardach wynosiło 12 lat dla kobiety i 14 lat dla mężczyzny.

Do ślubu Jadwigi z Habsburgiem jednak nie doszło. Czy to Jadwiga podała czarną polewkę kandydatowi do jej ręki? Nic podobnego, choć polewka była. Podali ją polscy możni, którzy obrali Jadwigę królem Polski. Tak, królem, a nie królową! W średniowieczu gender i poprawność polityczna nie funkcjonowały. Król znaczył więcej niż królowa, toteż Jadwiga królem została. Gdy objęła tron polski, problemem stało się jej aranżowane małżeństwo z Habsburgiem. Polacy obawiali się tego Austriaka. Dostrzegli lepszego kandydata do ręki królowej (i korony!), może nie z perspektywy Jadwigi, ale na pewno lepszego dla państwa. No cóż, monarchini musiała poświęcić swoje szczęście osobiste dla dobra kraju. Ale czy z Wilhelmem byłaby szczęśliwa? Tego nie wiadomo. Ponoć na wieść o nowym kandydacie do jej ręki, młodziutka królowa miała próbować wyrąbać toporem bramę wawelską, aby uciec przed ożenkiem i rzucić się w objęcia Wilhelma. Nic nie wiemy o jego rumaku ani o sprawnościach szermierczych, możemy jedynie przypuszczać, że miecz miał sporawy, a i pewnie wytworny, wypróbowany na niejednym ciele, ale to tylko przypuszczenia. Więc czy na pewno Jadwiga aż taką namiętnością pałała do Austriaka, aby toporem torować sobie drogę do niego? Można w to powątpiewać. Wilhelm natomiast do śmierci Jadwigi nie pojął innej żony, dopiero jak Królowa zmarła ożenił się z Joanną, przyszłą królową Neapolu. Ale czy zwlekał z małżeństwem z powodu miłości do Jadwigi, czy z wyrachowania, licząc na objęcie korony Polski, tego nie wiemy. Możemy powątpiewać, czy w sercu tego cwanego Austriaka dziecięca miłość paliła się prawdziwym żarem. Więc raczej z tego związku miłości by nie było, tylko czysty interes.

Kim miał być nowy wybranek Jadwigi? Srogi Litwin, dużo starszy od młodziutkiej królowej. Na imię było mu Władysław Jagiełło. Ta wytworna Węgierka pewnie łamała sobie język wypowiadając jego imię. Dzieliło ich prawie wszystko. On pochodził z dzikiego kraju, ona z centrum kulturalnego ówczesnej Europy, on poganin, który niedawno nawrócił się na chrześcijaństwo, ona żarliwa chrześcijanka, on surowy w obejściu, ona wytworna dama… Różnic można by mnożyć. Pewnie dlatego wielu historyków usiłuje unieszczęśliwić Jadwigę w tym związku. Ale chyba pożycie nie układało się aż tak źle. No i Władysław nie był tak straszny jak go niektórzy malowali. Przez nieżyczliwych mu dworzan z otoczenia królowej przyrównywany był do niedźwiedzia, mawiali oni, że cały porośnięty jest gęstym włosiem… A to chyba najdelikatniejszy z zarzutów, który miał zdyskredytować Jagiełłę w oczach Jadwigi.

Jadwigę i Władysława połączyła racja stanu, a nie miłość, jaka zwykle rozpala się wielkim płomieniem pomiędzy bajkowymi księciem i księżniczką. Można powiedzieć, że ich małżeństwo było interesem korzystnym dla Polski i Litwy. A czy małżonkowie byli szczęśliwi? Trudno to stwierdzić, ale z całą pewnością pożycie układało się im poprawnie, skoro Jadwiga zaszła w ciążę. Niestety ten najradośniejszy moment w życiu rodziców, jakim są narodziny dziecka, przerodził się w osobisty dramat Jadwigi i Władysława. Tuż po porodzie zmarła ich córka, a w kilka dni później odeszła z tego świata królowa Jadwiga. Jagiełło przywdział żałobę.

Życie Jadwigi w niczym nie przypominało żywota bajkowych księżniczek: rycerz nie taki, jakiego można sobie wymarzyć, miecz pewnie poszczerbiony miał, wszak brał udział w niejednym podboju, życie królowej zbyt krótkie i tragicznie zakończone. Ale jednak jej żywot miał wielkie znaczenie. Po jej śmierci lud otoczył ją kultem, a w 1997 roku Jan Paweł II kanonizował ją. Święta Jadwiga jest patronką Polski i apostołką Litwy.

1 czerwca – Dzień Dziecka!

gift-553143_1280

Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia. Janusz Korczak

Gdzie produkuje się dziurki od guzików? Dlaczego czarna krowa daje białe mleko? Czy wieczne pióra są wieczne? Jak duży jest świat? Czy ptasie mleczko pochodzi od ptaków? Dlaczego woda jest mokra? Te i wiele innych pytań stawianych przez dzieci z perspektywy dorosłych mogą wydawać się niezbyt mądre. A przecież są one naturalnym elementem dziecięcego świata. Nasi milusińscy nie obawiają się dociekać prawdy. Dla nich wszystko jest nowe, nieznane i jeszcze nieodkryte. Z naturalną ciekawością poznają świat, stojąc przed nim bez kompleksów i z odwagą  zadają pytania nawet o najprostsze rzeczy. Może dorosłym wszystko wydaje się łatwe i oczywiste, bo kiedyś się tego nauczyli, bo zdobyli doświadczenie. A dziecko wobec otaczającego je świata zajmuje najbardziej chwalebną postawę, jest to postawa godna najmędrszego filozofa. Tak, dzieciństwo to czas filozofowania. W oczach Zosi, Ani, Jacka i Adasia… można odkryć Platona czy Arystotelesa. Dziecięcej zadumy nad światem pozazdrościć może niejeden mędrzec.

Trzeba mieć odwagę i ciekawość świata, aby zadać pytanie o to, skąd biorą się cętki na grzbiecie geparda albo dlaczego śnieg jest biały. Dorastając często tracimy tę odwagę. Boimy się pytać, aby nie uznano nas za głupców, nieuków lub w najlepszym przypadku za ludzi niemających swojego zdania. Ale dlaczego? Kto powiedział, że od razu powinniśmy, a nawet musimy, wiedzieć wszystko. Niczego nie musimy, do niczego nie jesteśmy zobligowani. Może tylko do jednego: poszukiwania wiedzy. A to poszukiwanie wiąże się ze stawianiem pytań, dotyczących nawet najprostszych rzeczy. Bo to, co jednym wydaje się banalne, przed innymi odkrywa fascynujący świat nowych możliwości. To widzą dzieci, gdy biorą do ręki kawałek drewna. Staje się on w ich wyobraźni mieczem, którym pokonują groźnego smoka, lub kosmicznym pojazdem lecącym do odległej galaktyki. Nie inaczej jest z artystą, który w kawałku drewna widzi przyszłą rzeźbę. Dzieci dzięki swojej wyobraźni są małymi artystami.

Dzień Dziecka powinien nam przypomnieć o naszym dzieciństwie. O tym, jak poznawaliśmy świat. Każdemu z nas należy się chwila na filozoficzną zadumę, czas na realizację naszych możliwości, na puszczenie wodzy wyobraźni.

Życzymy Wam, drogie Dzieci, abyście mogły dalej bez skrępowania poznawać świat i zadawać nawet najdziwniejsze pytania. W pobudzaniu wyobraźni dziecka niezwykle ważną rolę odgrywa lektura, dlatego życzymy Wam także, abyście miały wiele czasu na czytanie dobrych książek.