Gloria Victis

powstanie-Warszawskie-KSIEGARNIA

Ekstaza wolności napełnia serca, przyspiesza oddech w płucach, wzbiera w ulicach. To nic, że domy płoną, że szeregi ludzi z tobołami na plecach i w łachmanach uciekają z Woli, Czerniakowa, Górnego Mokotowa, Powiśla. Wielkie, zapamiętałe odprężenie prostuje grzbiety. Można znieść wszystko, byle strącić z karków nieznośny ciężar, byle nareszcie być sobą. Tego szczęścia nie pojmie nikt, kto go nie doznawał. Na skrawku ziemi długości i szerokości paru kilometrów, natłoczonym ludźmi, podminowanym nastrojami piwnicznymi, rozkrojonym na kilka osobnych, odciętych od siebie obozów warownych otoczonych zewsząd, burzonych nieuchronnie bombami, znajdującym się już od pierwszych dni w sytuacji strategicznie beznadziejnej – ta wciąż płonąca świadomość: jesteśmy wolni!

Jerzy Braun o pierwszych dniach powstania.

Jak co roku, gdy przychodzi rocznica powstania warszawskiego rozbrzmiewa dyskusja o jego sens. Jednak w przeciwieństwie do innych rozważań dotyczących działań wojennych, te o powstaniu wydają się być niezwykle trudne. Trudności te wynikają głównie z konfliktu racjonalizmu, w który wplecione zostają olbrzymie emocje. Bowiem, gdy spojrzymy wyłącznie na liczby, to nawet cywil nie mający większego pojęcia o prowadzeniu akcji militarnych dostrzeże, w jak trudnej sytuacji znajdowali się powstańcy. Dlaczego jednak zdecydowali się, aby sięgnąć za broń? Wielu powstańców w swoich wypowiedziach podkreśla, iż śmierć w obliczu niemieckiej niewoli stała się im obojętna, bowiem dość już mieli nazistowskiej tyranii.

Decyzja niejednomyślna

W ogólnym przekazie medialnym przez wiele lat propagowana była wizja powstania warszawskiego jako zbiorowego aktu męstwa i odwagi, w których każdy chwytał za broń i szedł strzelać do oprawców. Pomijana jest jednak kwestia, iż na starcie samego powstania żołnierze mieli jedynie około 7 tyś. sztuk broni palnej, a wielu (szczególnie tych zrzeszonych w NSZ) było nastawionych do walki raczej sceptycznie. Podobnie sprawa się miała w samym sztabie. Mimo, że gen. „Bór” Komorowski wraz z gen. Antonim Chruścielem ps „Monter” byli gorącymi orędownikami walki zbrojnej, to jednak gen. Kazimierz Sosnkowski, który po śmierci gen. Władysława Sikorskiego, pełnił rolę Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Niektóre relacje wskazują nawet, że Sosnkowski wydał zakaz rozpoczęcia walk, rozkaz ten jednak zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Niewątpliwie sztab „Bora” Komorowskiego wykorzystał propowstańcze nastoje społeczne, jakie nasilały się od lipca 1944 r. Informacje o cofających się i regularnie rozbijanych oddziałach SS wlały w społeczność warszawską nadzieję, że bestialska okupacja wkrótce dobiegnie końca. Nikt jednak nie chciał czekać. Żołnierze noszący w głowach i sercach ogrom krzywd, jakich doznali obywatele Polski, spragnieni byli walki. Powstanie dla nich to miała być okazja, by dać symbol światu, że początek Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” to nie tylko pusty frazes z pieśni legionów, ale faktyczne odzwierciedlenie tego, co można nazwać „Polskością”.

Okrutne liczby w starciu z męstwem

Janusz Brochwicz-Lewiński ps „Gryf” w czasie powstania warszawskiego walczył w szeregach Batalionu „Parasol”. Tak mówił w jednym z wywiadów: Czekaliśmy na powstanie jak na zbawienie, chcieliśmy bardzo mieć wolny kraj, po latach upokorzeń, morderstw i krzywd od okupanta chcieliśmy wolnej Polski, wierzyliśmy głęboko, że nam się uda, że to jest możliwe. Po prostu wszyscy rwaliśmy się do walki. Byliśmy pewni, że przyjdzie zwycięstwo, z pomocą całego narodu wywalczymy w krótkim czasie wolność. Wierzyliśmy w pomoc aliantów, w nasze wojsko na Zachodzie, które mogło przybyć nam z pomocą. Słowa te zdają się w znakomity sposób obrazować to, co rodziło się w sercach powstańców. Dla tych żołnierzy powstanie warszawie nie było jedynie „kolejną wojskową akcją”. To miał być zryw narodu, którego zaatakowanie przez Niemcy rozpoczęło piekło II wojny światowej. Postawa taka niewątpliwie jest budująca, bowiem przedstawia obraz Polskiego Narodu nieco inaczej niż mają to w zwyczaju przedstawiać „autorytety moralne” pokroju Jana Grossa. Jednak obok męstwa i odwagi, która jak pisał Stanisław Michalkiewicz zawstydza, trzeba spojrzeć na ogół sytuacji powstańców, a ta jak wiadomo była przerażająca.
Gdy wybiła Godzinie „W”, powstańcy dysponowali:
1000 karabinów,
300 pistoletami maszynowymi,
60 karabinami ręcznymi,
7 ciężkimi karabinami maszynowymi,
35 karabinami przeciwpancernymi,
17000 pistoletami ręcznymi,
35000 granatami.
Ponadto, co 10 uczestnik powstania nie posiadał żadnej broni palnej! Oznacza to, że w pierwszych godzinach akcji, maił do dyspozycji… głazy, połamane płyty chodnikowe, łomy lub inne narzędzia codziennego użytku, które w tym momencie musiały służyć za broń wojskową! Co ciekawe, wcześniej wspomniany gen. Chruściel mówił, że niedostatek broni żołnierze mają pozyskiwać z rąk SS-manów. Brzmi to groteskowo, w momencie gdy powstaniec ma w dłoni jedynie kilof i szpadel.

63 dni, 200 tysięcy martwych… Warszawa przestała istnieć

Powstanie, mimo heroicznej postawy warszawiaków zakończyć się klęską. Po 63 dniach, dokładnie 2 października 1944 r. Armia Krajowa zakończyła działania ofensywne, a wysłani emisariusze mieli negocjować warunki kapitulacji. W ciągu dwóch miesięcy walk ofiarę poniosło 16 tysięcy żołnierzy oraz około 180 tysięcy cywilów. Zwyrodnialcy z SS (mówi się, że oddziały walczące z powstańcami składały się z najgorszych bandytów, jakich tylko wcielono do Wermachtu) w pierwszej kolejności mordowali resztki warszawskiej inteligencji, następnie fachowców, tak by zdewastowana stolica nigdy nie została odbudowana. O skali masakry świadczy również waga prochów ze skremowanych ciał ofiar powstania, która wyniosła 12 ton! 90% zabytków Warszawy obróciło się w pył, 72% zabudowy mieszkalnej przestało istnieć. To była cena za zabicie 10 tysięcy hitlerowców…
Oprócz tego, morale sięgnęły niemalże zera.
Ci, co wydali pierwszy rozkaz do walki
niech policzą teraz nasze trupy.

Niech pójdą przez ulice
których nie ma
przez miasto
którego nie ma
niech liczą przez tygodnie przez miesiące
niech liczą aż do śmierci

nasze trupy.

Tak o powstaniu pisała Anna Świrszczyńska, która czynnie brała udział w powstaniu.

Warszawa krwawi

Powstania warszawskiego ocenić jednoznacznie się nie da, a już na pewno nie może dokonać tego osoba, która nie przeżyła okupacji, nie wie czym jest piekło wojny. W rocznice pozostaje więc zaduma, nad losem starszych pokoleń i nad tym, co doprowadziło do największej tragedii XX wieku. Jednocześnie, od „Małych Powstańców” oraz od „zwykłych” żołnierzy, którzy gotowi byli oddać życie za wolność, możemy uczyć się prawdziwej definicji słowa „patriotyzm”.

Lekcja patriotyzmu – Powstanie Warszawskie

Warsaw_Uprising_Batalion_Zośka_2_(1944)
Patrząc na naszą historię, można zaryzykować stwierdzenie, że jesteśmy specjalistami od powstań. Różnie się one kończyły. Wbrew stereotypowym opiniom nie każde z nich upadało nie osiągnąwszy zamierzonego celu. Można przypomnieć sobie choćby powstanie wielkopolskie z 1918 roku, które przyniosło pełny sukces. Niestety, najczęściej walczyliśmy z przeważającymi siłami wroga. W takich okolicznościach trudno o odniesienie pełnego zwycięstwa i choć racja była po naszej stronie…, no cóż… ulegała ona brutalności wrogów. Z takim też barbarzyństwem spotkała się ludność Warszawy w 1944 roku.

1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00 wybuchło powstanie warszawskie. Biorącym w nim udział, przede wszystkim młodym ludziom, nie brakowało odwagi i bohaterstwa. Zabrakło natomiast zaopatrzenia, przede wszystkim broni i amunicji. Ale pomimo tych niedogodności Polacy już w pierwszych dniach powstania osiągnęli znaczne sukcesy militarne. Do walki z czołgami i wozami opancerzonymi często używane były butelki napełnione środkiem łatwopalnym.

Niestety, powstanie zostało brutalnie stłumione. Niemcy wykazali się przy tym niepohamowanym barbarzyństwem. Dokonywali oni zbrodni na jeńcach i cywilnej ludności Warszawy. Najłagodniejszymi z nich, jeśli można użyć takiej gradacji, były masowe egzekucje. Spośród blisko 200 tysięcy cywilnych ofiar powstania, prawie jedna trzecia poniosła śmierć w egzekucjach przeprowadzanych przez niemieckich żołnierzy i żandarmów.

Uczestnicy powstania warszawskiego patrząc na zniszczoną stolicę, mogliby sądzić, że miasto najechało starożytne germańskie plemię otoczone niesławą – Wandalowie. I chyba w Niemcach coś z ich przodków pozostało, jeśli wziąć pod uwagę wandalizm, jakiego dopuścili się w Warszawie. W wyniku świadomych i zaplanowanych działań Niemcy zniszczyli dużą część zabudowy Warszawy, w tym bezcenne zabytki architektoniczne.

Choć hitlerowcy starali się zetrzeć z powierzchni ziemi stolicę Polski i zgładzić jej ludność, to jednak nie zdołali złamać polskiego hartu ducha ani woli życia i wolności, jakie w sobie posiadamy. Powstanie zostało przez nich stłumione, ale Polska przetrwała. Jakkolwiek byśmy dziś oceniali decyzję o wybuchu powstania warszawskiego, to nie sposób odmówić odwagi i poświęcenia dla Ojczyzny jej uczestnikom. Byli bohaterami, należy im się cześć i pamięć o nich. Ich przykład to najlepsza lekcja patriotyzmu.